Wykup reklamę w Kafeterii Więcej »

Magazyn dla kobiet Kafeteria jest częścią Portalu o2.pl Więcej »


Pełna lista kategorii »

 
 

 

    
 
 

 
 
 
 
 
 
   
   
 
 
 
poprzedni następny

Schwarzkopf - Palette Color XXL
uriko, dodano 28-09-2006, godz. 16:31

Schwarzkopf prowadzi prawdziwy bój o klienta, niejednokrotnie przecząc swoim własnym sloganom – z jednej strony proponuje się jak najbardziej naturalne farbowanie, a z drugiej intensywne, sztuczne (czytaj: trendy) kolory – tworzące kask. Palette Color XXL to właśnie ta druga opcja. Farby wabią zdjęciami par z włosami pofarbowanymi identycznymi odcieniami – robi to ogromne wrażenie i trudno oderwać wzrok, szczególnie od panów w intensywnych blondach, granatach czy czerwieniach.

Ja zdecydowałam się na ostatni z blondów – nr 12 (kuszący blond). W tym jednym przypadku nie był to odcień rozjaśniający, choć producent nie wspomina też czy jest to odcień kryjący. Jedyne, o czym „krzyczy” na każdym pudełku to: X-tremalna intensywność, X-tremalny kolor, L-luksus trwałości koloru. Czyżby XXL-demagogia?

Farba ma klasyczną, oszczędnościową formułę – czyli tubka i saszetki plus własna miseczka i pędzelek. Odżywki brak. Za dość wygórowaną cenę – to najzwyczajniej dziwi! Po wymieszaniu składników otrzymujemy gęstą papkę, która wszak nie spływa, ale jej dokładne rozprowadzenie na włosach suchych (jak zaleca producent) to niemałe wyzwanie. Włosy plączą się, zapach okrutnie drażni nos i gryzie w oczy. Mieszanka ledwie starczyła na moje półdługie włosy.

Ale efekt farbowania bardzo mnie ucieszył. Pozostałości kilku poprzednich farbowań, odrosty, odrosty odrostów i inne paskudztwa w końcu zostały wyrównane. A przy tym sam kolor nie wyszedł przesadnie jednolity – jak kask – na co byłam gotowa. Zwracam honor także w kwestii połysku – moje włosy niestety nim nigdy nie grzeszyły, a teraz proszę – błyszczące jak lusterko. Nadmiernego przesuszenia nie odnotowałam, ani krótko-, ani długoterminowo (choć to zapewne raczej zasługa odpowiedniej pielęgnacji po farbowaniu). Trwałość – typowa dla Palette – czyli wyśmienita. Prędzej pokażą się odrosty niż kolor zmieni pierwotne nasycenie.

Trochę cierpienia, ale warto. Polecam miłośniczkom tej marki.

  • Opakowanie: 5
  • Zapach: 2
  • Konsystencja: 4
  • Działanie: 5
  • Ocena ogólna: 4

    Cena: 13 PLN

    biene 18.02.2007, godz. 12:22:55 zgłoś
    ---

    tak mi tez, ale niestety z kazda farba tak mam ze na odroscie najpierw jest bielusienka a potem robi sie zlotawo-pomaranczowa....czy sa w ogole farby 'domowe' ktore daja efekt blondu taki jak u fryzjera? moze najpierw trzeba dekoloryzowac wlosy? wlasnie kupilam czysta platyne 00A choc nie podoba mi sie na zdjeciu ale zachecilo mnie ze rozjasnia o 5-6 tonow!ale wlasnie boje sie zoltka....jakiwo,jaki jest Twoj naturalny kolor wlosow?
    jakiwo 18.02.2007, godz. 08:36:21 zgłoś
    ---

    Biene, zgadzam się w 100% z Tobą co do XXL Mroźny Blond - jest super. Choć mnie trochę z czasem wpada w złoto. Natomiast przestrzegam (przynajmniej na ciemniejszych włosach - czyli ciemniejsze niż naturalny blond) przez czystą platyną 00A (nowość). Wyglądam jakbym miała na głowie jajecznicę a na dodatatek z żółtym serem.
    biene 17.02.2007, godz. 22:29:08 zgłoś
    ---

    DO BLONDYNEK: farbuje palette XXL MROZNY BLOND, z natury mam wlosy ciemny blond i jestem zadowolona z rezultatu. Zadnej zolci (ktorej nienawidze!) po prostu blond jak u dzieci. Wlosy sie blyszcza, nie bojcie sie blondow :) lapie zdecydowanie lepiej niz L'oreale, ktore moze i nie niszcza ale i nie rozjasniaja
    Ulik85 28.09.2006, godz. 18:27:17 zgłoś
    ---

    kupowalam ta farbe w anglii, miala specjalna tubke do wymieszania farby. jesli chodzi o nasycenie koloru... hmmm ja mam troszke inaczej z fioletu zrobil mi sie kolor troszke rudawy, ale moze dlatego ze wczesniej mialam rozjasniane, wiec wszystkie farby mi szybko plowieja . ogolnie calkiem fajna ;]
    ziuuuta 28.09.2006, godz. 22:21:52 zgłoś
    ---

    XXL-demagogia :) niezła recenzja :) Uriko co rozumiesz przez \"odpowiednia pielegnację po farbowaniu\"? Jak i czym pielegnujesz, bo ja mimo wszelakich prób wielu za każdym razem koncze ze spłowiałym kolorem i maksymalnie przesuszonymi włosami, poradz cos bo z farbowania i prostownicy sie chyba nie wylecze :P
    mayane 29.09.2006, godz. 08:01:41 zgłoś
    ---

    Tez ostatnio farbowalam ta farba wlosy. Zdecydowalam sie na nia bo skusil mnie kolor "slodko gorzka czekolada" :). Niestety wyszedl mi czarny :| dopiero po 2-3 tygodniach od farbowania zrobil sie ladny brazowy eh.. Poza tym i przede wszystkim bardzo wysuszyla mi ta farba wlosy. Szkoda bo kolor fajny, ale wiecej nie kupie :)
    uriko 29.09.2006, godz. 10:42:39 zgłoś
    ---

    ziuuuta - ja stosuję taki dość karkołomny trik :)). Nazbierałam odżywek z farb L'Oreala (tubki po 44ml) - przez jakiś czas farbowałam włosy częściej niż odżywki się zużywały. Używam takiej raz w tygodniu i nie ma mowy o przesuszeniu czy uciekaniu koloru. Bardzo dobre działanie w tej kwestii ma też czerwona linia Elseve. Plus raz na jakiś czas odżywka-rekonstruktor (tu polecam raczej produkty fryzjerskie) i wszystko gra!
    kreska 30.09.2006, godz. 10:58:35 zgłoś
    ---

    ja sie chyba rozpiszę na kilka wpisów: zawsze szukałam długotrzymających się, intensywnych czerwieni. w 100% nigdy nie byłam zadowolona, jedyne, co mnie satysfakcjonowało powiedzmy w 85% to intensywne czerwienie wellatonu. ale nadal poczukiwałam farby doskonałej. ze względu na "syntetyczność" kolorów o której mówiła uriko zdecydowałam się na XXL. bez specjalnie wygórowanych oczekiwań - nauczona doświadczeniem wiem, że czrewienie bardzo rzadko wychodzą tak pięknie ostre i intensywne jak na opakowaniech/w próbnikach, kolor spływa po 2 tygodniach. (jak widać te dwie sprawy to dla mnie priorytety).
    kreska 30.09.2006, godz. 10:59:28 zgłoś
    ---

    zaczęło się nie najlepiej juz w sklepie - kolor na opakowaniu był diametralnie inny od tego w próbniku. postanowiłam jednak zaufać próbnikowi i zdecydowałam się na kolor 35 - ostra czerwień. (na pudełku wygląda plastikowo-amarantowo, w próbniku - po prostu ostra czerwień). większość uważa tradycyjne sposoby nakładania (pędzielek+miseczka) za złe. ja albo już się przyzwyczaiłam albo po prostu lubię tradycję - nie mam nic przeciwko miseczkom. właściwie to wolę nakładać farbę pędzelkiem niż aplikatorem.
    kreska 30.09.2006, godz. 11:00:05 zgłoś
    ---

    kolejny minus pojawił się w domu - mieszanka jest naprawdę gęsta. trzeba wprawy (na szczęście ją mam) żeby dobrze rozprowadzić farbę na włosach, w dodatku tak, żeby jej wystarczyło na jak najwiecej włosów. i teraz nie wiem, czy to kwestia moich umiejętnosci, ale zaskoczył mnie fakt, że jedno opakowanie (profilaktycznie kupiłam 2) wystarczyło na moje włosy nieco dłuższeni niż do ramion. (ale fakt, spód włosów farbuję na czarno i nie farbuję ich gry nakładam czerwoną farbę). zapach - no śmierdzi, ale która farba nie śmierdzi? używałam dużo bardziej śmierdzących.
    By dodawać komentarze trzeba się zalogować.